Hay :3
Jak wiecie, dzisiaj strasznie dużo padało :C Ale dawno nie jeździłam (byłam chora ) a jazda była na dzisiaj umówiona. To pojechałam. Konik osiodłany, wyczyszczony, palcacik w ręce; można jechać. Na ujeżdżalni same kałuże *;* To, co się działo było po prostu survivalem.
,,No to dziewczyny dzisiaj survival w siodle ;) Ciekawe, która pierwsza spadnie ? '' - pierwsze słowa po dzisiejszym pierwszym kłusie. konie omijają kałuże, w kłusie przeskakują, czochrają się, zarzucają łbami itd. Nadeszła pora naa.... skakanie przez niskie przeszkody ;) Byłoby dobrze, gdyby mój koń i koń koleżanki nie przyspieszyły. Mi zaczęła się od szaleńczego kłusa obsuwać noga, a koń tylko na to czekał, żeby znaleźć wymarzony sygnał do galopu ;D A potem do przodu i heja. Doszło jeszcze troszeczkę zarzucania łbem, od czego noga wysunęła mi się ze strzemienia i prawie spadłam w to cudne błotko ;3 I tak 8 razy, z czego 2 razy zapanowałam i nie spadłam xD Przynajmniej była szansa na poćwiczenie galopu wysiadywanego xD
Pozdroo ; *
Kara ;3
Ps. posty będą dodawane w dni, w które jeżdżę, tzn. środa lub sobota
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz