Hayy ;3
Dzisiaj, jak w temacie, same sukcesy. Jazda zaczęła się, jak zwykle od czyszczenia, a ja nie poplątałam (co mi się zdarza już coraz rzadziej) uzdy. Ze względu na to, że często jeździłam na moim ulubieńcu dzisiaj jechałam na lubianym przeze mnie ale nie tak bardzo. Najpierw trochę stępa i kłusa, wolt i kółek, gdy zostaję czołowym. Znowu to samo i zaczyna padać! :C Wjechaliśmy pod wiatę i tak staliśmy 10 minut. W nagrodę dostałyśmy +50 minut jazdy. Czyli zamiast jeździć 2 godź. jeździłyśmy godzinę 50 minut. Potem nadchodzi pora na galop :) Jednak na tym koniu okazał się szalony, ja latałam w strzemionach, a im noga dalej, tym szybciej leci. Na szczęście nic nie trwa wiecznie; dojechałam okrążonko do ostatniego konia i stop. Potem to jeszcze 2 razy i raz w drugą stronę. Potem konie rozsiodłałyśmy i hola na pastwisko ;)
Do zobaczenia w następnym wpisie,
<CyTrYnQa>
sobota, 8 czerwca 2013
środa, 5 czerwca 2013
Dzisiejszy survival w siodle ;D
Hay :3
Jak wiecie, dzisiaj strasznie dużo padało :C Ale dawno nie jeździłam (byłam chora ) a jazda była na dzisiaj umówiona. To pojechałam. Konik osiodłany, wyczyszczony, palcacik w ręce; można jechać. Na ujeżdżalni same kałuże *;* To, co się działo było po prostu survivalem.
,,No to dziewczyny dzisiaj survival w siodle ;) Ciekawe, która pierwsza spadnie ? '' - pierwsze słowa po dzisiejszym pierwszym kłusie. konie omijają kałuże, w kłusie przeskakują, czochrają się, zarzucają łbami itd. Nadeszła pora naa.... skakanie przez niskie przeszkody ;) Byłoby dobrze, gdyby mój koń i koń koleżanki nie przyspieszyły. Mi zaczęła się od szaleńczego kłusa obsuwać noga, a koń tylko na to czekał, żeby znaleźć wymarzony sygnał do galopu ;D A potem do przodu i heja. Doszło jeszcze troszeczkę zarzucania łbem, od czego noga wysunęła mi się ze strzemienia i prawie spadłam w to cudne błotko ;3 I tak 8 razy, z czego 2 razy zapanowałam i nie spadłam xD Przynajmniej była szansa na poćwiczenie galopu wysiadywanego xD
Pozdroo ; *
Kara ;3
Ps. posty będą dodawane w dni, w które jeżdżę, tzn. środa lub sobota
Jak wiecie, dzisiaj strasznie dużo padało :C Ale dawno nie jeździłam (byłam chora ) a jazda była na dzisiaj umówiona. To pojechałam. Konik osiodłany, wyczyszczony, palcacik w ręce; można jechać. Na ujeżdżalni same kałuże *;* To, co się działo było po prostu survivalem.
,,No to dziewczyny dzisiaj survival w siodle ;) Ciekawe, która pierwsza spadnie ? '' - pierwsze słowa po dzisiejszym pierwszym kłusie. konie omijają kałuże, w kłusie przeskakują, czochrają się, zarzucają łbami itd. Nadeszła pora naa.... skakanie przez niskie przeszkody ;) Byłoby dobrze, gdyby mój koń i koń koleżanki nie przyspieszyły. Mi zaczęła się od szaleńczego kłusa obsuwać noga, a koń tylko na to czekał, żeby znaleźć wymarzony sygnał do galopu ;D A potem do przodu i heja. Doszło jeszcze troszeczkę zarzucania łbem, od czego noga wysunęła mi się ze strzemienia i prawie spadłam w to cudne błotko ;3 I tak 8 razy, z czego 2 razy zapanowałam i nie spadłam xD Przynajmniej była szansa na poćwiczenie galopu wysiadywanego xD
Pozdroo ; *
Kara ;3
Ps. posty będą dodawane w dni, w które jeżdżę, tzn. środa lub sobota
Subskrybuj:
Posty (Atom)